Pewnego weekendu wybrałem się z kumplem do wioski Sagaiyo. Znaduję się ona w zachdniej części Prowincji Morobe, Papua Nowa Gwinea. Odwiedziłem tą wioskę w poprzednim tygodniu, ale zabrakło mi czsu żeby odwiedzić cmentarze które się znajdują w jej okolicach.
Chciałem też się sprawdzić jako motocyklista. Owszem motorami już jeżdze od dziesięciu lat ale nigdy nie miałem motoru typu road/trail. Te Kawasaki nabyłem po czterech miesiącach szukania. W PNG, nikt nie jeździ motorami, ex-pats mają wystarczjąco dużo pieniędzy żeby kupić 4WD, a lokalni ludzie jak ich stać to wolą pick-up’y, z powodu dużych rodzin.
Od samego początku mieliśmy tarapaty, zapomiałem gdzie czeba było odbić z głównej drogi na drogę prowadzącą do Sagaiyo. Błądziliśmy w okolicach Mumeng przez jakąś godzinę. Po znalezieniu tego tzw bus trek, okazało się że wczasie poprzedniego tygonia trochę tu padało. Także kauże które przejeżdzałem bez trudy ostanim razem, były trochę bardziej poważną propozycją.
Rzeki też wody nabrały, na naszym pierwszym forsowaniu motor został wymyty spod nas przez nurt który był ciężki do opanowania motorem. Miałem zwidła gaźnika zalanego wodą, cylinder napełniony do końca. Jedyny minus to stracone lewe lusterko.
Droga prowadziła nas przez bezlasne gory, przypominające Połuniowo Amerykańskie Adny. Było pięknie. Droga, ciężka, mnóstwo kamieni, stumyków i kauż.
Po przyjaździe do Sagaiyo, lokalni mnie od razu poznali. Mieli dla mnie imię Chuck Norris, czsami mnie nazywali Steven Segal. W tych górach, tak daleko od cywilizacji, ludzie od czasu do czasu obejżą jakiś film, no to im w glowie zostaje.
W PNG, trzeba mieć pozwolenie właściciela ziemi
Więcej pużniej… zapominam polki, sori tru!